 |
 |
|
|
|
(2004-11-22 10:10:26)
Half-Life 2
Ocena: 10 / 10
Producent: Valve
Wydawca: Sierra (Vivendi)
Dystrybutor PL: Nicolas Games
Gatunek: Akcja
Wymagania sprzetowe: procesor 1,2 GHz, 256 MB Ram (zalecane 512), 4,5 GB na HDD
|
|
|
|
Są postacie, które na długi czas zapadają graczom w pamięci. Na pewno jedną z takich osobistości jest słynny Duke Nukem, którego szeroką klatkę piersiową i nietuzinkowy humor mogliśmy podziwiać w kilku mniej lub bardziej znanych grach. Dalej mamy Maxa Payne, znanego dotąd z dwóch części serii (w produkcji jest trzecia), w których przeżywaliśmy jego rozterki miłosne oraz dokonywaliśmy w jego imieniu krwawej wendety. Na koniec zostawiłem Gordona Freemana, postać znaną z jednego z najgłośniejszych FPS-ów ostatnich lat - Half-Life’a. Do tej pory stareńki HL doczekał się dwóch rozszerzeń (Opposing Force oraz Blue Shift) oraz wielu, wielu modyfikacji z najlepszą grą sieciową Counter-Strike na czele. Już dzisiaj, po wielu miesiącach czekania i - zdawać by się mogło - wiecznego przesuwania premiery, do rąk graczy na całej kuli ziemskiej trafił Half-Life 2 – oficjalny sequel gry, która wstrząsnęła światem. Czy warto było czekać? Przekonajcie się, czytając moją recenzję.
Zanim zacznę opisywać rozgrywkę, przedstawię w kilku zdaniach proces instalacji, ponieważ jest on zdecydowanie inny niż wszystkie, które dotąd mogliście poznać. Z pewnością większość z Was wie, że Half-Life 2 do uruchomienia wymaga konta w tak zwanym STEAM. Pierwszym krokiem jest zainstalowanie odpowiedniej aplikacji umożliwiającej zarejestrowanie się we wspomnianej „parze”. Następnie instaluje się sam HL2. Warto zapamiętać, że bez STEAM na dysku twardym gra się NIE zainstaluje! Później następuje aktualizacja plików programu STEAM i rozpoczęcie procesu zakładania konta. Mimo problemów, jakie miały serwery w pierwszych godzinach od pojawienia się Half-Life 2 w sklepach (ogromne przeciążenie), udało mi się stworzyć konto w ciągu niespełna pięciu minut. Następnie zostaniemy poproszeni o podanie kodu znajdującego się w pudełku z grą. Proces weryfikacji numeru seryjnego zajmuje jakieś 5-10 minut - w zależności od łącza, jakie posiadamy. Wydawać się może, że to już wszystko, ale niestety nie. Kolejnym krokiem jest zaktualizowanie HL2 do najnowszej dostępnej wersji. Wszystko odbywa się automatycznie i nie wymaga żadnej interwencji. Ostatnią czynnością, jaką wykonuje STEAM, jest tak zwane odblokowanie plików wymaganych do grania. Jest to o tyle uciążliwe, że każda zainstalowana aktualizacja musi zostać później zweryfikowana, więc wiele razy będziemy oglądać planszę „Veryfing files...”. STEAM miał być batem na piratów, jednak z doświadczenia wiemy (przykład: Windows XP też miał być „niemożliwy do złamania”), że zawsze znajdzie się ktoś, kto dokona cudu. Mnie przypadło do gustu takie rozwiązanie, ponieważ gracz nie musi zaprzątać sobie głowy szukaniem aktualizacji swojej gry, bo STEAM, tak samo jak Windows Update, na bieżąco pobiera nowe pliki znajdujące się na serwerze. Jedynym mankamentem tego pomysłu jest fakt, że musimy być na stałe podłączeni do Internetu, by w ogóle uruchomić grę. Oprócz tego przydatne jest szybkie łącze, gdyż na przykład u mnie na SDI proces zakładania konta, aktualizacji i weryfikacji kodu trwał około 45 minut, a u mojego kolegi na Neostradzie 640 - niecałe 15 minut. Osobom, które nie mają stałego łącza internetowego, zawsze pozostaje założenie konta na przykład w kafejce internetowej i gra w domu w trybie offline.
Akcja przedstawiona w HL2 ma miejsce kilka lat po wydarzeniach z oryginalnego Half-Life. Niestety, nic nie wiemy o losie Gordona Freemana, ale po kilku misjach dowiadujemy się, że Ziemia uległa obcym najeźdźcom, co nie spodobało się pewnej części społeczeństwa. Prezydentem zielonej planety został mało znany Wallace Breen. Władze stworzyły w kilku miejscach ogromne miasta-więzienia, w których przetrzymuje się najbardziej niebezpiecznych osobników. Gordona poznajemy, gdy jedzie pociągiem (znowu?!) do jednego z takich miejsc. Przeszedłszy przez kontrolę osobistą, musimy udać się na jeden z wielkich dziedzińców, by posłuchać gadaniny prezydenta Ziemi i odebrać dzienną rację żywności. Dziwnym zbiegiem okoliczności przed bramą zostajemy zatrzymani w brutalny sposób, a jeden ze strażników każe nam iść za sobą. Okazuje się, że to stary znajomy z Black Mesa, który jest wtyczką rebeliantów. Naszym zadaniem jest dostać się do tajnego laboratorium ruchu oporu, aby stamtąd zostać przeniesionym do głównej bazy rebelii. Poruszając się po ogromnym więzieniu, możemy zauważyć, że wszystko jest w ciągłym ruchu: każdy więzień jest pilnowany przez latające „oczka”, sprawdzające na bieżąco sytuację, a w innym miejscu policja aresztuje jakiegoś agresywnego bandziora. Kiedy docieramy do wyznaczonego budynku, jesteśmy świadkami prawdziwego nalotu na mieszkanie: na początku stróże prawa spokojnie pukają i proszą o wpuszczenie, a otrzymawszy bardzo niemiłą odpowiedź, nie cackając się, kopniakiem wyważają drzwi i brutalnie rozprawiają się z domownikami. Gdy chcemy zobaczyć coś z bliska, spotykamy policjanta, który swoją pałką daje nam mocno do zrozumienia, że nie ma czego oglądać. Chwilę później słyszymy komunikat, by aresztować Gordona. Od tego momentu jesteśmy największym wrogiem korporacji i musimy bardzo szybko uciekać przed pościgiem. Na szczęście po drodze napotykamy życzliwych ludzi, którzy wskażą nam odpowiednią drogę.
Fabuła Half-Life 2 jest bardzo rozbudowana i praktycznie niemożliwa do przytoczenia, ponieważ każde nierozważne słowo może zepsuć efekt wypracowany przez Valve. Co krok będziemy dowiadywać się nowych rzeczy, które rzucą nowe światło na zaistniałą na Ziemi sytuację. Warto też podkreślić, że Gordon Freeman zmienił swój wizerunek: z naukowca pragnącego ocalić własne życie stał się rebeliantem, którego obecność podnosi morale bojowników o wolność. Pan Wallace Breen nieustannie podkreśla, że nazwisko charyzmatycznego rebelianta nic nie znaczy dla władzy (free man to ‘wolny człowiek’), ale opór jakoś inaczej to widzi. Nie każdy obcy, którego napotkamy jest zły - część z nich dołączyła do ruchu oporu, by swoją wiedzą i technologią wspierać rebeliantów. Szkoda tylko, że we wszystkich bazach znajdują się obcy należący do tego samego rodzaju. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – w każdej sytuacji taki osobnik może doładować nieco nasz wysłużony skafander, który w HL2 nie pozwala na dalekie skoki, ale za to potrafi więcej wycisnąć z nóg, sprawiając, że Gordon Freeman biegnie szybciej niż zwykli śmiertelnicy. Zarówno sprint, jak i latarka zabierają trochę energii z naszego kombinezonu, ale tak samo jak w poprzedniej części nie potrzebna jest żadna bateria czy akumulator - by go podładować wystarczy chwilę poczekać.
Niewątpliwą zaletą Half-Life 2 jest niemalże idealne odwzorowanie praw fizyki, rządzących naszym światem. Oprócz podstawowych zasad dynamiki Newtona specjalny silnik bierze pod uwagę także takie czynniki, jak tarcie, grawitacja i bezwładność. Można spokojnie stwierdzić, że każdy przedmiot, który jesteśmy w stanie podnieść i rzucić, zachowuje się jak w prawdziwym świecie. Nie inaczej jest w przypadku większych obiektów, jak na przykład ciężarówki. Ogromna interakcja ze sztucznym światem wykreowanym przez Valve sprawia, że czujemy się niemal jak we własnym mieście. W początkowych etapach gry możemy podnosić tylko rzeczy, które uniosą mięśnie Freemana, a później do naszych rąk trafi prawdziwe cacko - Gravity Gun – za pomocą którego będziemy podnosić niektóre przedmioty i ciskać nimi w przeciwników. Nie spodziewajcie się, że od razu możecie góry przenosić, ponieważ broń ta ma także ograniczenia, jeśli chodzi o rozmiar przedmiotów (można nawet stwierdzić, że podnosi tylko to, co normalny człowiek jest w stanie unieść), ale dzięki drugiemu, alternatywnemu uderzeniu może wyrzucać na kilka kroków także większe obiekty, na przykład wraki samochodów. Bardzo często przyjdzie nam także wykorzystywać te prawa, by przedostać się do kolejnych lokacji. Jednak najczęściej chodzi o to, by obciążyć pewien element i w ten sposób podnieść do góry inny, co ja nazywam „huśtawkami”, gdyż pierwszą taką akcją jest obciążenie cegłami jednego końca huśtawki, aby, korzystając takiej odskoczni, dostać się na dosyć wysoki murek. Później będziemy musieli na przykład podnieść kawał blachy, żeby nasza motorówka mogła przeskoczyć nad tamą.
Będąc przy pojazdach, trzeba napisać, że w Half-Life 2 kilka razy zasiądziemy za sterami paru różnych wehikułów. Nie będą to żadne superekstrawoziki, a wręcz przeciwnie: najczęściej poprowadzimy samochody (lub motorówki) poskładane z rozmaitych odpadów wzbogaconych o dołączony karabin lub też turboprzyspieszenie. Wydawałoby się, że Valve tworzy wszystko, co jest obecnie na fali, lecz nic bardziej mylnego – akcja, gdy kierujemy pojazdami, nie jest ani deko słabsza czy wolniejsza od tej, której doświadczamy, przemierzając kolejne obiekty na piechotę. Na początku jedziemy (płyniemy), omijając kolejne przeszkody. Nic wielkiego, a wręcz z minuty na minutę coraz bardziej nudzi, gdy nagle z kilku miejsc naraz wyskakują policjanci, którzy zrzucają na nas podpalone beczki lub po prostu strzelają. Parę razy przyjdzie nam się zmierzyć z ogromnymi helikopterami korporacji pragnącej naszej śmierci. Dosyć często będziemy musieli wysiąść z naszego wehikułu, by na piechotę przejść kilka metrów i otworzyć dalszą drogę. Jednak i tutaj twórcy nie zawiedli, bowiem elementy te praktycznie nie powtarzają się. Będziemy musieli na przykład otworzyć wielką tamę, wyłączyć pole siłowe na torowisku (po uprzednim przejściu pod mostem i walce z helikopterem) lub też przy pomocy ogromnego dźwigu opuścić kładkę, podnieść jeepa i przenieść w inne miejsce.
Twórcy chwalili się także, że Half-Life 2 będzie można ukończyć przy minimalnej ilości wystrzelonych pocisków i jest to fakt, a nie czcze gadanie. Wprawdzie najczęściej świadczy to o niskim ilorazie inteligencji naszych przeciwników (wbrew pozorom taki nie jest!!), ale jednak jest taka możliwość. Niekiedy zamiast wystrzelać cały szwadron wrogów warto strzelić w ustawione gdzieniegdzie beczki pełne substancji łatwopalnej i czekać na olbrzymie bum, by potem obserwować, jak kolejni policjanci (czy obcy) efektownie wylatują kilka metrów w górę i z chrzęstem łamanych kości uderzają o ziemię. Czasami możemy wykorzystać ustawione w niektórych miejscach śmigła, których uruchomienie na stałe odłącza tułowie naszych przeciwników od ich nóg, w innym przypadku wystarczy zablokować drzwi (na przykład ogromnym stołem), by spowolnić nieco pościg, a kiedy indziej należy strzelić w haki podtrzymujące ogromną belkę, by zobaczyć prawdziwą rzeźnię. W ostateczności możemy korzystać tylko „z darów natury” przy pomocy Gravity Gun i, dajmy na to, wyrwać kaloryfer ze ściany, aby cisnąć nim w nadchodzącego wroga.
Jak wspomniałem powyżej, iloraz inteligencji naszych przeciwników na początku sprawia wrażenie bardzo niskiego, wręcz bliski jest zeru. Bo powiedzcie mi, kto ustawia się w pobliżu beczki pełnej materiałów łatwopalnych? Chyba tylko osoby ubiegające się o nagrodę Darwina. Ale z minuty na minutę przekonujemy się, że Valve odwaliła kawał dobrej roboty i że mamy do czynienia z jednym z lepszych modułów SI, jaki dotychczas został stworzony na potrzeby gier. Nasi wrogowie chowają się za przedmiotami, wychylają tylko głowy i ręce, by ostrzelać Gordona, a towarzysze broni (lecz także niektóre formy obcych!) chwytają wszystko, co mają pod ręką, i atakują, choć wiedzą, że szanse na zwycięstwo są niemalże zerowe. Zaskoczyć mogą też pewne odmiany obcych, które za nic mają fakt, że nasz bohater znajduje się na dachu jakiegoś budynku i strzela do nich jak do kaczek. Szukają wtedy innej drogi, by dostać w swoje szpony Freemana i rozszarpać go bez litości. Bardzo często zauważymy, że bez żadnego strachu wchodzą po rynnach czy po prostu skaczą z dachu na dach tylko po to, by osiągnąć cel. Im wyższy poziom trudności wybierzemy (łatwy, średni lub trudny), tym większy problem sprawi nam wykończenie takiego osobnika, a nasza broń będzie miała mniejsze pole i siłę rażenia.
A propos obcych – nie napisałem jeszcze, ile nowości pojawiło się w tej materii. Twórcy zrezygnowali z kilku rodzajów bestii, by wprowadzić inne, bardziej krwiożercze i silniejsze. Ze starych znajomych z Black Mesa spotkamy na pewno tego śmiesznego, ale bardzo irytującego „kraba”, który śladem facehuggera z filmu „Obcy” potrafi wessać się w głowę zwykłego śmiertelnika, powodując nieodwracalną mutację. W ten sposób powstaje druga odmiana przeciwnika - troszkę silniejsza, ale nie aż tak bardzo. Wspomniane „kraby” pojawiają się w dwóch wersjach: tej znanej z HL oraz nieco mocniejszej, lecz wolniejszej, której atak powoduje zarażenie organizmu toksynami i niemalże całkowite osłabienie (poziom energii spada prawie do zera, ale po kilku chwilach się regeneruje). To właśnie te maleństwa po zainfekowaniu człowieka tworzą dwa inne rodzaje: tak zwanego tragarza, który na plecach nosi kilka takich krabów i wykorzystuje je jako broń (ciska nimi w przeciwników), a po śmierci z jego wnętrzności wychodzi kilka czterołapnych bestii, oraz przypominającego psa, strasznie szybkiego i niezwykle mocnego mutanta. Warto zapamiętać, że większość napotkanych obcych szybko ginie od strzału w głowę, kiedy to oddzielimy pasożyta od żywiciela. Na bezdrożach możemy także spotkać potwory przypominające arachnidy z głośnego filmu Paula Verhoevena pt. „Żołnierze kosmosu”, z tą różnicą, że te z Half-Life 2 potrafią latać. Oczywiście, oprócz obcych naszymi wrogami będą również policjanci i grupy uderzeniowe, usiłujący za pomocą zaawansowanej technologii pokrzyżować nam plany.
Na koniec zostawiłem sobie do opisania silnik SOURCE, którym napędzana jest druga część Half-Life. Jednym słowem jest on FENOMENALNY i mogę bez obaw powiedzieć, że bije on tego z Doom 3 na głowę. Żeby nie podawać różnych dziwnych nazw, o których wielu graczy nie ma pojęcia, wspomnę, że wykorzystuje on w pełni siłę, jaką daję DirectX 9.0., a ponadto na mocniejszych sprzętach możemy zauważyć efekty specjalne takiej jakości, o jakich większość z nas nie śniła. Kolejna sprawa to mimika modeli: z twarzy możemy odczytać troskę, złość, irytację, radość i chyba wszystkie inne możliwe stany emocjonalne. Jest to może mało ważny szczegół, ale świadczy o tym, jak bardzo technologia zbliża się do wiernego odzwierciedlenia rzeczywistości. Animacja postaci jest naprawdę wspaniała i nie ma do czego się przyczepić. Wszystkie napotkane osoby poruszają się tak jak „książka pisze”. Twórcy nie zapomnieli także o elemencie szoku i ogłuszenia, gdy granat lub coś innego eksploduje blisko naszego bohatera. Nie jest to żadna innowacja, bo efekt ten pojawił się choćby w Call of Duty, ale dodaje realizmu. Ale by tego wszystkiego doświadczyć, należy mieć maszynę z bardzo wysokiej półki. Na moim Athlonie 2500, 512 MB RAM i GF4 Ti4200 64 MB HL2 działał w miarę płynnie w rozdzielczości 800x600 i przy średnich detalach, lecz wystarczyła zmiana karty graficznej na nowszą, by spokojnie móc pograć w wyższych rozdzielczościach i przy maksymalnych detalach.
Najgorsze i tak przede mną: wystawienie oceny. Half-Life 2 jest niemalże pozbawiony błędów, choć na siłę można przyczepić się do paru rzeczy. Na pewno wymagania sprzętowe są dosyć wysokie, aczkolwiek mogliśmy się tego spodziewać (jak w przypadku Doom 3). Drugą wadą jest konieczność posiadania stałego łącza, co w polskiej rzeczywistości jest dosyć kłopotliwe, ponieważ łączymy się z Internetem przeważnie za pomocą zwykłego modemu, a proces rejestracji wydłuża się niemiłosiernie. Jednak nie jest to bug, którego można było uniknąć, bo HL2 pojawiłby się w sieci na miesiąc przed oficjalną premierą, a piraci zyskaliby sporo gotówki. Dlatego też, mimo powyższych „niedociągnięć”, postanowiłem wystawić grze najwyższą możliwą ocenę. Uważam, że całkowicie na nią zasługuje. Polecam ją każdemu, kto lubi szybką i dynamiczną akcję na bardzo wysokim poziomie, a oprócz tego wymaga interesującej i spójnej fabuły. Ciekawe, kiedy pojawią się pierwsze wzmianki o Half-Life 3.
Mateusz Kandefer
|
|
|
|

Nie ma jeszcze komentarzy do tej publikacji.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. gry.o2.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Jeżeli którykolwiek z komentarzy łamie regulamin, zawiadom nas o tym na gry@firma.o2.pl |
|
|
|